piątek, 31 maja 2013

czwartek, 30 maja 2013

środa, 29 maja 2013

21.

- Dlaczego jesteś chora?
- W sumie to nie wiem, może dlatego, że lubię chodzić boso...- Nie.
- Nie? - pytam zaskoczona stanowczością tonu.
- Odporność organizmu słabnie, gdy jesteśmy w kiepskim stanie psychicznym. Musiałaś mieć jakieś gorsze dni.
- Yyy... Tak, może i miałam, ale nawet nie pamiętam... Hmm...
- Czekaj, ty masz zatoki zawalone. Jak to było? Jak boli gardło, to oznacza niewypowiedziane pragnienia. - Otworzyłam oczy bardzo szeroko ze zdziwienia, starając się przy tym ukryć lekką chrypę. - Ale zatoki? Hmm, wiem. Zatoki oznaczają lęk przed przyszłością.
A ja w swej nieskończonej naiwności myślałam, że to pogoda.

wtorek, 28 maja 2013

20.

Mówię przez nos, ale to wcale nie jest złe. Dzień przecudowny. Najpierw był ten esemes, który zupełnie przypadkowo odczytałam zaraz po jego radosnym wylądowaniu w mojej skrzynce. Szłam wtedy, rozmawiając z A. Kiedy zapoznałam się z treścią wiadomości, uśmiechnęłam się i:
- Okej - powiedziałam z uśmiechem na trzy metry wszerz.
- Ale co okej?
I później to, co zapowiedział nadawca. Spotkanie. Kiedy opierając się o futrynę drzwi, wszedł w moje pole widzenia, była 16:03.
- Czekam na ciebie - powiedział uśmiechnięty, ale i beznadziejnie pochłonięty pisaniem esemesa do jakiegoś szczęśliwca.
- No, to w końcu zamiana ról.
Uśmiech i słowa złorzeczenia: - Piszę do Marzeny, może będzie mogła pomóc.
Wrrr, tylko że ja nie będę mogła tego wytrzymać.
No i dostałam dziś dwa długopisy. Przecież choćby przez wzgląd na to muszę się uśmiechnąć gwoli podsumowania dzisiejszych zmagań z oddychaniem.

niedziela, 26 maja 2013

19.

Nie zadzwonił. A mi teraz głupio. Przecież można było inaczej. Założyć sukienkę. Uczesać włosy. Wyjść punktualnie. Być. Miał zadzwonić. Dominiczka by nie musiała przychodzić, budzić mnie, dzwonić trzy razy do drzwi i spóźniać się. Idiotyczny budzik.

sobota, 25 maja 2013

18.

Disco polo? Nie, to nie dla mnie. Zawsze zwracam uwagę na słowa piosenek, którymi się zasłuchuję. Albo które usłyszę niechcący, nieważne, do wszystkich podchodzę tak samo. No a kiedy się nudzę i jedyną czynnością, którą mogę wykonać, jest słuchanie, wgryzam się w tekst tym głębiej. I często się dławię. Stwierdziłam, że disco polo jest dla mnie zbyt trudną poezją, na co Dominiczka i Gosia z pasją odpowiedziały, że ta muzyka nie jest do słuchania, tylko do tańczenia, i że tekst wcale nie jest najważniejszy. Faktycznie, wysłuchawszy tych paru piosenek, mogę szczerze przyznać im rację.

piątek, 24 maja 2013

17.

Imieniny to święto niespodzianka. Rzadko o nich myślę, jeszcze rzadziej pamiętam, nigdy nie mówię. Imieniny to święto, które obchodzimy niechcący, bo czy to nasza zasługa, że nosimy takie a nie inne imię? Zawsze uważam i będę uważać, że urodziny są ważniejsze. Tu jednak włożyliśmy jakiś wysiłek - kąpiel we krwi, wędrówka przez wnętrzności, ciasne korytarze, bijące światło i haniebne zimno - to wszystko trzeba nam było wytrzymać. Mama mówi, że imieniny są wspomnieniem naszego patrona. To już nie takie głupie. Tylko kto o tym pamięta?

A to najpiękniejszy prezent, jaki dostałam. Kolejny wiersz o mnie. Jest piękny. Mam w sobie więcej z ptaka czy z poety?

Baudelaire Charles
Czasami dla zabawy uda się załodze
Pochwycić albatrosa, co śladem okrętu
Polatuje, bezwiednie towarzysząc w drodze,
Która wiedzie przez fale gorzkiego odmętu.

Ptaki dalekolotne, albatrosy białe,
Osaczone, niezdarne, zhańbione głęboko,
Opuszczają bezradnie swe skrzydła wspaniałe
I jak wiosła zbyt ciężkie po pokładzie wloką.

O jakiż jesteś marny, jaki szpetny z bliska,
Ty, niegdyś piękny w locie, wysoko, daleko!
Ktoś ci fajką w dziób stuka, ktoś dla pośmiewiska
Przedrzeźnia twe podrygi, skrzydlaty kaleko!

Poeta jest podobny księciu na obłoku,
Który brata się z burzą, a szydzi z łucznika;
Lecz spędzony na ziemię i szczuty co kroku -
Wiecznie się o swe skrzydła olbrzymie potyka.