Mówię
przez nos, ale to wcale nie jest złe. Dzień przecudowny. Najpierw był
ten esemes, który zupełnie przypadkowo odczytałam zaraz po jego radosnym
wylądowaniu w mojej skrzynce. Szłam wtedy, rozmawiając z A. Kiedy
zapoznałam się z treścią wiadomości, uśmiechnęłam się i:
- Okej - powiedziałam z uśmiechem na trzy metry wszerz.
- Ale co okej?
I później to, co zapowiedział nadawca. Spotkanie. Kiedy opierając się o futrynę drzwi, wszedł w moje pole widzenia, była 16:03.
- Czekam na ciebie - powiedział uśmiechnięty, ale i beznadziejnie pochłonięty pisaniem esemesa do jakiegoś szczęśliwca.
- No, to w końcu zamiana ról.
Uśmiech i słowa złorzeczenia: - Piszę do Marzeny, może będzie mogła pomóc.
Wrrr, tylko że ja nie będę mogła tego wytrzymać.
No
i dostałam dziś dwa długopisy. Przecież choćby przez wzgląd na to muszę
się uśmiechnąć gwoli podsumowania dzisiejszych zmagań z oddychaniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz