Dominiczka
dała mi skrzydła. Piękne. Duże. Mocne. Do użycia. Do wzlatywania. Do
wypróbowania. Do przyzwyczajenia się i do tego, abym mogła coś pod te
swoje nowe skrzydła wziąć. I to było najpierw.
A później? Później powyrywano mi wszystkie pióra.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz